

W dniu 27 listopada 2025 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał orzeczenie, które można zaliczyć jako jedne z najbardziej istotnych od czasu wyroku w sprawie Dziubak.
Sprawa o sygnaturze C-746/24 została zainicjowana pytaniem prejudycjalnym Sądu Okręgowego w Warszawie i ostatecznie rozstrzygnęła kwestię, która od kilku lat spędzała sen z powiek tysiącom kredytobiorców: czy bank, pozywając odwetowo konsumenta o zwrot kapitału z powodu unieważnienia umowy, może żądać obciążenia konsumenta kosztami procesu w takiej właśnie sprawie.
Trybunał Sprawiedliwości odpowiedział krótko i jednoznacznie: takie rozwiązanie jest sprzeczne z prawem Unii Europejskiej.
Trybunał zwrócił uwagę, że w polskim systemie kosztów sądowych istnieje wyraźna asymetria. Kiedy to konsument pozywa bank o ustalenie nieważności umowy lub zwrot świadczeń, opłata sądowa wynosi maksymalnie 1000 zł, niezależnie od wartości kredytu. Kiedy jednak role się odwracają i to bank występuje z pozwem o zwrot wypłaconego kapitału (np. 600 tys. zł), opłata sądowa wynosi 5% wartości sporu, (np. dla 600 tys. zł będzie to 30 tys. zł). W razie przegrania sprawy konsument musiałby zwrócić bankowi nie tylko tę kwotę, lecz także koszty zastępstwa procesowego (zwyczajowo 10.800 zł), co w sumie dawałoby obciążenie rzędu kilkudziesięcioma tysiącami złotych.
Czytaj też: Sprawa C-261/25 Ścierbek – czy to koniec niepewności w kwestii przedawnienia roszczeń banków?
W praktyce oznaczało to, że frankowicz, który prawomocnie wygrał unieważnienie wadliwej umowy, mógł zostać „ukarany” dodatkową, bardzo wysoką sankcją finansową tylko za to, że zdecydował się bronić przed roszczeniem banku.
Trybunał Sprawiedliwości uznał, że połączenie art. 13 ust. 2 ustawy o kosztach sądowych w sprawach cywilnych z zasadą odpowiedzialności za wynik sporu (art. 98 § 1 k.p.c.) prowadzi do nieproporcjonalnego obciążenia konsumenta i narusza art. 6 ust. 1 oraz art. 7 ust. 1 dyrektywy 93/13 w związku z zasadą skuteczności prawa Unii. Tak wysokie koszty są w stanie zniechęcić kredytobiorcę do rzeczywistej obrony swoich praw, nawet wówczas, gdy podnoszone zarzuty (np. przedawnienie, potrącenie) są w pełni uzasadnione. Co najważniejsze, taki mechanizm osłabia efekt odstraszający wobec banków: instytucja, która stosowała nieuczciwe klauzule przez lata, nie powinna mieć możliwości przeniesienia dodatkowego ryzyka finansowego na konsumenta.
Trybunał wyraźnie wskazał, że ochrona konsumenta wynikająca z dyrektywy 93/13 działa w obie strony.
Obejmuje zarówno sytuację w której konsument występuje jako powód, jak i tę, w której staje się pozwanym w postępowaniu restytucyjnym wszczynanym przez bank.
Sądy krajowe mają zatem obowiązek dokonać wykładni zgodnej polskiego prawa procesowego i w praktyce nie obciążać frankowiczów kosztami procesu w tego typu sprawach albo znosić je całkowicie. Najczęściej będzie to realizowane poprzez zastosowanie art. 102 k.p.c., czyli instytucji „wypadków szczególnie uzasadnionych”, do których sprawy frankowe po unieważnieniu umowy będą należały niemal automatycznie.
W praktyce oznacza to, że bank, który zdecyduje się pozwać kredytobiorcę o zwrot kapitału, ryzykuje poniesienie pełnych kosztów procesu – od kilkudziesięciu tysięcy złotych w każdej pojedynczej sprawie. Pozwy o zwrot kapitału przestają być dla banków opłacalne ekonomicznie.
Dla kredytobiorców konsekwencje są jasne. Jeżeli bank już Cię pozwał, wyrok w sprawie C-746/24 daje niezwykle silny argument do oddalenia wniosku o zasądzenie kosztów procesu niezależnie od ostatecznego rozstrzygnięcia merytorycznego. Jeżeli zaś dopiero rozważasz złożenie pozwu przeciwko bankowi, możesz to zrobić ze świadomością, że czas straszenia kosztami procesu, właśnie się skończył.
Orzeczenie z 27 listopada 2025 r to realna zmiana reguł gry na polskim rynku kredytów frankowych. Trybunał Sprawiedliwości po raz kolejny potwierdził, że skuteczna ochrona konsumentów obejmuje także etap wzajemnego rozliczenia świadczeń po unieważnieniu umowy.
Czytaj też: Sprawa C-641/25 Łęko: Czy bankom należą się odsetki po unieważnieniu umowy?


